niedziela, 11 października 2015

Rozdział 7



"Są piosen­ki, które po­rywają do tańca
Piosen­ki, przy których ma­my ochotę śpiewać
Naj­lep­sze jed­nak to te, które prze­noszą nas do mo­men­tu gdy pier­wszy raz je słyszeliśmy...
I jeszcze raz łamią nam serce.” 


Jest już piątek, a to oznacza nocowanie u Dulce. Jestem trochę zdenerwowana, nigdy nie byłam u nikogo na noc. Nie miałam zbyt wielu koleżanek nie mówiąc już o jakich kolwiek przyjaciółkach. Co będzie jak nie będziemy miały o czym rozmawiać i Dulce uzna mnie za nudziarę tak jak cała reszta, albo jeszcze gorzej będzie chciała rozmawiać o chłopkach, a ja nie mam w tych sprawach za dużego doświadczenia. Uch Isabel przestań myśleć, będzie co będzie, nie ma co myśleć do przodu. Nie rozmawiałam z Blondynem od akcji pod szkołą, a jest to głównie spowodowane tym, że rzadko bywał na zajęciach. Przychodził albo na ostatnie zajęcia, na jakąś środkową lub był tylko na pierwszej. Nie wiem jaki cudem uda mu się zaliczyć rok szkolny jeżeli chodzi sobie jak chce. Co do Cassie, to oczywiście zbyt pięknym byłby świat jakby dała mi spokój. Zaczepiała mnie zazwyczaj w łazience, przed lekcjami lub po szkole. Mówiąc mi rzeczy przez które faktycznie czułam się jak gówno. Więc można powiedzieć, że mnie złamała. Chociaż jak na ironie nie da złamać się czegoś co już złamane jest, prawda? Chociaż może jednak się da? Przez te parę dni nawet po najmniejszym posiłku wymiotowałam i przynajmniej dziesięć razy jednego dnia wchodziłam na wagę, zaczęłam też każdego ranka przynajmniej godzinny bieg, a stało się to po tym jak Cassie uświadomiła mi jak beznadziejna jestem: "Popatrz na siebie, jesteś nikim. Zwykły pasztet, brzydula, która myśli że jak zaprzyjaźni się z przyjaciółką najlepszego chłopaka w tej szkole będzie kimś. Zapomni! Pewnie też mają z Ciebie niezłą polewkę. Beznadziejna suka." Nawet na samo wspomnienie chce mi się płakać no nic. Przecież nie będę wiecznie zapłakana dziewczynką. Siedzę na parapecie świeżo wykąpana i ubrana, czekając na Dulce, która powinna zaraz przyjechać. 
Wsiadam do czerwonego Ferrari i kierujemy się do jednej z najbogatszych dzielnic w tym mieście.
Będąc w środku nie mogę się nadziwić jak piękny ma dom. Na wprost wejścia były schody prowadzące na górę, po prawej stronie mieścił się salon, który był w odcieniach bieli i szarości oczywiście nie mogło zabraknąć sofy która pomieściłaby z dziesięć osób na przeciwko niej na ścianie wisiała ogromna plazma
- Czuj się jak u siebie
- Chyba będzie trochę ciężko - powiedziałam bardziej do siebie, czułam się przytłoczona tym wszystkim Dulce mieszkała w naprawdę ładnym domu i nawet w moich marzeniach nie mogłabym pozwolić sobie na taki.
- Niall urządza dziś imprezkę, więc miejmy nadzieje, że nie będzie nam przeszkadzał swoimi zabawami. Mieszka niedaleko wiedz po prostu wszystko słychać.
Dulc miała rację. Po tym jak skończyłyśmy oglądać film, wygłupiać się i obgadywać każdego ze szkoły ( ja głównie słuchałam ona opowiadała ), wspomniała mi również o Zaynie i ich relacja i przyznała się do tego, że go lubi oczywiście przypuszczałam tak od samego początku. A więc kiedy kładłyśmy się spać oko 3 nad ranem,, nie mogłyśmy zasnąć, gdyż muzyka wydobywająca się z domu imprezowiczów nie pozwalała nam na to. Oczywiście w trakcie robienia wszystkich innych rzeczy była ona nie tak uciążliwa lecz jak się chce już spać może ona troszeczkę przeszkadzać.
- Dość tego! Wstawaj idziemy to zakończyć  - tak za to chyba lubiłam Dulce najbardziej po prostu zawsze robiła porządek z Nillem Horanem i wiedziałam, że i tym razem mu nagada lecz nie uśmiechało mi się wychodzić do niego o tak wczesnej porze. To, że musiałabym się wymalować i poszukać jakiś przyzwoitych ubrań przyczyniło się to mojego sprzeciwu.
- Nie możesz iść sama, albo w ogóle przeczekajmy to. No bo ile może trwać taka impreza na pewno zaraz skończą
- ILE?!W wykonaniu Nialla Horana ta impreza może trwać nawet cały miesiąc. Wstawaj! Idziemy! - cóż zdenerwowana Dulce wygląda całkiem zabawnie. Jej twarz jest teraz prawie tak czerwona jak jej włosy.
- Musiałabym się ubrać, a naprawdę mi się  nie chce
- OJ daj spokój to tylko kawałek, myślisz że ja się będę przebierać? Pójdziemy, nawrzucam mu i powiem żeby ściszył to gówno i wracamy, nawet nie zdąży na nas spojrzeć.
Po dość długich przekonaniach ze strony Czerwonowłosej w końcu się zgodziłam, właściwie zgodziłam się dopiero wtedy, gdy chwyciła moją nogę i ciągnęła, żebym wstała w rezultacie czego obydwie wylądowałyśmy na ziemi. A więc jak dwie obłąkane w piżamach zmierzamy do domu samego Pana Przystojnego. Co? Nie, nie. nie. Wcale nie chodziło mi o to, że jest przystojny ..... chociaż jest, ale i tak mi się NIE podoba. Zrezygnowałyśmy z pukania z wiadomych przyczyn.  Nie musiałyśmy również specjalnie się męczyć z szukaniem blondyna. Jak tylko weszłyśmy w głąb domu, a dokładniej do kuchni przy krześle koło stołku barowego blondyn obściskiwał się z jakąś platynową blondyną i łapał ją gdzie tylko popadnie. Kiedy podniósł wzrok i napotkał zaciętą minę Dulce od razu wiedział co się święci z aroganckim uśmiechem na twarzy odsunął od siebie blondynę i podszedł do Czerwonowłosej.

   http://www.polyvore.com/pi%C5%BCama_paety/set?id=169374127

- Ścisz to cholerstwo - dziewczyna od razu przystąpiła do ataku
- Nie wiemy czy do dobry pomysł moi goście mogą być zawiedzeni - Powiedział z jeszcze większym uśmiechem
- Niall !! Przestań, daj nam się po prostu wyspać. Proszeeee - moja przyjaciółka chyba obrała inną taktykę w przekonywaniu go
- Będziesz jutro w klubie
- Nie wiem. Raczej mamy inne plany - po raz pierwszy odkąd tu weszłam jego wzrok powędrował na mnie, a uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Czy to w ogóle możliwe? Poczułam się nie zręcznie. To takie głupie: szłam ulicą ubrana w piżamę i kapcie, stoję w tak samo głupim stroju w pięknej willi otoczona pięknymi dziewczynami w skąpych strojach. Ale czuje się nie zręcznie dopiero wtedy, kiedy patrzy na mnie właśnie on, a moje serce przyśpiesza. Przecież nawet go nie lubię jak to możliwe.
- Sądzę, że nie będziecie miały. Ściszę jeśli twoja koleżanka ze mną zatańczy - mówi te słowa do Dulce lecz patrzał cały czas na mnie z tym swoim zniewalającym uśmiechem. Wyciągnął w moją stronę rękę. Nim zdążyłam pomyśleć szłam już z nim na sam środek salonu. Muzyka leciała, ale większość ludzi macało się przy ścianach lub na sofie. Prawie nikt nie tańczył. Niall objął moje dłonie i ułożył je sobie na szyi, swoje położył na moich biodrach i przysunął się do mnie tak, że nasze klatki piersiowe się stykały. Onieśmielona taką bliskością próbowałam podziać wzrok gdzie kolwiek byle na niego nie patrzeć. Nawet nie wiem kiedy rockowy utwór zmienił się na " Kiss me" Eda Sheerana. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się nawet, że ktokolwiek z zebranych tu ludzi wliczając Nialla słucha takiej muzyki nie mówiąc o puszczaniu jej na imprezach w najmniej odpowiednim momencie. 
- A myślałem już, że nie umiesz się ubrać. Powiem szczerze, jak nosisz same takie piżamki to śmiało możesz w nisz chodzić do szkoły. Chociaż skróciłbym jeszcze te spodnie - powiedział mi to ucha - Juto jest impreza i chciałbym, żebyś na nią przyszła - podniosłam automatycznie głowę, za późno zdając sobie sprawę z jego prawdziwych intencji. Nie chciał tam mnie lecz Dulce, sądził że jeśli się zgodzę ona też przyjdzie. 
- Jutro jest niedziela i wracam do domu. Nie będę z Dulce - chciałam, żeby o tym wiedział, żeby wiedział, że nie musi brać mnie ze sobą. 
- I tak chcę, żebyś przyszła - moje serce bije coraz szybciej i nie mogę oddychać. Kładę głowę na jego ramieniu tak, że teraz wzdycham prosto na jego szyję. Tak naprawdę nawet jak bym chciała iść nie mogę. Jutro jest niedziela i nie ważne jak głupio to brzmi chodzę z babcia co niedziele do kościoła i nie mogę jej zawieść ze względu na chłopaka przede mną. Chociaż impreza będzie pewnie wieczorem tylko kolejny problem jest taki, że w poniedziałek są lekcje. 
- To chociaż, pójdź ze mną na zakupy muszę jakoś wyglądać na tej imprezie 
- Juto niedziela - powtarzam tak jakby to miało coś pomóc. Nie pójdę na imprezę, a na zakupy z nim na pewno nie 
- To co, nie mów mi, że masz coś lepszego do robienia w niedziele popołudniu. Chyba, że idziesz się modlić do domu Pana - blondyn wybuchnął śmiechem, a kiedy poczerwieniałam ze wstydu i spuściłam głowę na dół, natychmiast chwycił mój podbródek tak, że teraz patrzę mu prosto w oczy. Mimo, iż przestał się śmiać w jego oczach nadal można było dostrzec iskierki rozbawienia 
- Dobrze w takim razie, ty pójdziesz tam gdzie musisz, a ja przyjadę po ciebie i pójdziemy tam gdzie ja chce. Dobrze? - w tej chwili byłam wstanie tylko kiwnąć głową. Zdałam sobie w jak niezręcznej pozycji stoję. Jego klatka piersiowa przyciśnięta do mojej, moje ręce na jego szyi, jedna z jego rąk na moim biodrze drugą zaś trzyma już na moim policzku, jego oczy wpatrzone w moje, serce bije mi w oszalałym tempie, a jego usta dzielą tylko milimetry od moich. Kiedy jego wargi już miały dotknąć moich.
- Niall!! Skarbie czekamy na ciebie - spanikowana w ekspresowym tempie odepchnęłam blondyna i prawie wylabowałabym na ziemi robiąc z siebie większe pośmiewisko niż zazwyczaj, gdyby nie niego ręka owinięta wokół mnie. Przed nami stała krótko obcięta blondynka z doczepionymi włosami z tyłu tak, że miała kitka. Ubrana była, w sumie sama nie wiem w co bo sukienką nie mogłabym tego nazwać. Powiedzmy, że była ubrana w biały materiał, który zakrywał jej strategiczne miejsca, a odkrywał wszystko inne do tego długie bo aż za kola kozaki o jej makijażu mogę powiedzieć tyle samo co o jej stroju wyzywający. To jedno słowo opisuje zapewne też jej osobowość było widać, że zna swoją wartość, a jak coś chce to to po prostu ma . Ile bym dała za to, żeby czuć się tak swobodnie jak ta dziewczyna. Nagle jej wzrok wylądował na mnie a jej usta rozciągnęły się w kpiącym uśmiechu
- Sorry dziewczynko, ale to nie jest piżama party - spuściłam głowę zażenowana własną osobą w tym domu wyglądając tak jak wyglądam i robiąc cokolwiek robiłam z Niallem
- Abi nie wiem czy byłaś na tyle bystra, żeby zauważyć ale byłem troszeczkę zajęty zanim nam przerwałaś - tak drodzy państwo to był zły i arogancki z ociupiną bezczelności Niall Horan 
- Oczywiście, że widziałam. Pomyślałam tylko, że wolałbyś się uwolnić od nachalnej dziewczyny w dziecinnej piżamie i dołączyć do mnie na górę.
- Więc mamy wniosek, żebyś więcej nie myślała bo źle ci to wychodzi. Teraz  możesz wrócić skąd przyszłaś i poczekać, aż się znudzę i sam przyjdę - po czym odwrócił się do mnie z wielkim uśmiechem - Przyjadę po ciebie o 11 do Dulce, dobrze? - jak zwykle głupia ja tylko wpatrywałam się w jego nieziemskie oczy i kiwnęłam głową - Więc do zobaczenia Roszpunko - pocałował mnie w czoło i z wielkim uśmiechem na twarzy oddalił się.
Kiedy leżałam na ogromniastym łóżku Dulce odtwarzałam całą sytuacje z domu Nialla jeszcze raz z ogromnym uśmiechem na twarzy i dziwnym uczuciem w brzuchu. Nie mogłam uwierzyć w swoją głupotę, jak to możliwe, że te wszystkie małe rzeczy jakie mieliśmy tak bardzo mi się spodobały w sumie co my takiego mieliśmy? Nic. Tylko taniec. Nic więcej. To był tylko taniec.